Carmen Greth
-Ja Ciebie też - wymruczałam pomiędzy kolejnymi pocałunkami - ale Ed.. Co teraz z nami będzie?
Chłopak oderwał się odę mnie i ujął moje dłonie w swoje.
-Co masz na myśli?
-Olivier
-Carmen, musimy mu to po prostu powiedzieć. Jeśli choć trochę zależy mu na Twoim szczęściu, zrozumie.
-Musimy mu dać trochę czasu... Musisz MI dać trochę czasu
-Greth - rudowłosy objął mnie w pasie - obiecaj mi, że niedługo mu powiesz
-Ed, to nie jest takie łatwe. Ja nie chcę do zranić, jest dla mnie naprawdę ważny. Nie stawiaj mnie przed takim dylematem. Nie chcę wybierać miedzy wami dwoma
-Kiedyś będziesz musiała
-Nie chcę tracić kontaktu z Olivierem. Możemy zostać przyjaciółmi, ale nie chcę go stracić.
-W porządku. Rozumiem. Ale powiedz mu jak najszybciej - wskazał ręka na koc - może zgłodniałaś?
Spojrzałam na wszystkie owocowe sałatki, tosty i mrożoną herbatę. Postarał się. Wszystko przygotował. Był taki uroczy, taki kochany, tak miły. Był cudowny. Ponownie zatopiliśmy się w pocałunku. Ten raj przerwał nam dźwięk telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz, Olivier. Poderwałam się z ziemi i odebrałam połączenie. Oli zapraszał mnie do siebie na wieczór opowiadając o jakiejś ważnej rzeczy. Odpowiedziałam, iż spróbuję przyjść. Unikałam odpowiedzi na jego pytanie o moją lokalizację. Pożegnałam się z nim, rozłączyłam i wróciłam do Eda. Opowiedziałam mu o całej sytuacji, na co on odpowiedział długim pocałunkiem.
Spędziliśmy miłe popołudnie, zajadając się pysznościami, całując i przytulając. Uśmiech niemalże nie schodził z mojej twarzy, lecz w głowie biłam się z własnymi myślami.
-Ed, było mi bardzo przyjemnie, ba, jest mi bardzo przyjemnie, ale muszę iść.. Rozumiesz, rodzice. Zajdę jeszcze do Oliviera.. Spróbuję rozwiązać sytuację.. Dobrze?
Rudowłosy spojrzał na mnie smutnymi oczami
-No dobrze, jeśli musisz. Ale odezwij się do mnie wieczorem.
Olivier Moore
Zapaliłem papierosa i głęboko się nim zaciągnąłem. To moja ostatnia deska ratunku, by zatrzymać przy sobie Carmen. Musi się udać. Nie mogę jej stracić. Nie pozwolę, żeby ten rudzielec z Suffolk mi ją odebrał. Nie poddam się bez walki.
Dzwonek do drzwi. Gwałtownie poderwałem się z fotela i szybkim krokiem poszedłem w kierunku wejścia. Wziąłem głęboki oddech i otworzyłem drzwi, za którymi stała Carmen. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, mimo to dziewczyna zdawała się promieniować pięknem.
-Dobrze Cię widzieć. Tęskniłem - przytuliłem ją mocno i pocałowałem
-Tak, cześć - uśmiechnęła się nieśmiało - przepraszam, nie miałam ostatnio czasu..
-Jasne. Rozumiem. Wejdź - gestem zaprosiłem ją do salonu - Napijesz się czegoś?
-Oli, jest już późno..
-Możesz zostać
-Rodzice przyjechali, pewnie będą chcieli porozmawiać. Przepraszam, ale nie mogę
Te słowa wytrąciły mnie z równowagi. Państwo Greth mnie uwielbiają, nie rozumiałem więc jaki problem ma dziewczyna.
-Zostań u mnie. Zaraz zadzwonię do Twojej mamy i wszystko załatwię
Carmen wzruszyła tylko ramionami i usiadła na fotelu skupiając wzrok na mnie
Rozmowa z panią Greth była krótka i zwięzła, życzyłem dobrej nocy i rozłączyłem się
-Zostajesz u mnie, rano jesteśmy umówieni na śniadanie w Ledbury
-Doskonale wiesz jak dogadać się z moją mamą - Carmen po raz pierwszy tego wieczoru uśmiechnęła się - Więc, może teraz opowiesz mi o tej ważnej rzeczy
-Tak, właściwie to taki mały prezent. Mam nadzieję, że trafiłem w Twoje gusta
Dziewczyna uniosła brwi i posłała mi pytające spojrzenie
-Jak wiesz, moja macocha ma niemałe kontakty w świecie mody, a dziadek przyjaźni się z Paulem McCartneyem
-I co w związku tym? - uśmiech na twarzy dziewczyny powiększał się z każdym moim słowem
-A to, że Stella McCartney szuka modelek dla jej nowej kole... - nie zdążyłem dokończyć zdania, a dziewczyna już rzuciła mi się na szyję
-Oli, dziękuje, dziękuje, dziękuje! Nawet nie wiesz jak się cieszę - do jej oczu napłynęły łzy szczęścia
-Hej, mała, to tylko przesłuchanie - otarłem dłonią jej wilgotne już policzki - Masz troszkę większe szanse niż reszta, ale nadal musisz się postarać, dobrze?
-Obiecuję. Stella McCartney. Stella McCartney - Carmen zaczęła biegać z radości po pokoju
Zadowolony poszedłem do barku i wyjąłem najlepszego szampana, jakiego posiadałem. Spojrzałem na Greth.
-To jak, trzeba to opić? - uniosłem zachęcająco brwi
Dziewczyna odpowiedziała mi swoim najpiękniejszym uśmiechem i mocno mnie przytuliła.
Rupert Grint
Razem z Ann leżeliśmy na kanapie obściskując się. Nagle tuż przed sobą zobaczyłem ognistą czuprynę.
-Chryste, Sheeran, ależ mnie przestaszyłeś. Stary, gdzie byłeś cały dzień? Zgaduję, że z Carmen
Ed roześmiał się,
-Zgadłeś! Ale tym razem to było coś więcej niż tylko przyjacielskie spotkanie
-Przeleciałeś ją?
-Rupert! - jęknęła Ann uderzając łokciem w moje żebra. Sheeran roześmiał się
-Jezu, Grint, nie tak szybko. Na to przyjdzie pora. Na razie było tylko buzi buzi. Dużo. Bardzo dużo
-Co na to Moore?
-Nic nie wie. Carmen ma mu powiedzieć, może zrobi to dziś... Własnie u niego jest.
Usiadłem na kanapie
-Jest u niego? Myślisz, że to się dobrze skończy?
-Ufam jej - powiedział wyraźnie Ed - kochamy się i w końcu będziemy razem, Moore to tylko drobnostka - rudzielec odwrócił się i trzasnął drzwiami swojego pokoju.
Spojrzałem na Ann. Ta uśmiechnęła się do mnie i pocałowała. Od tego pamiętnego pocałunku sprzed trzech tygodni byliśmy niemal nierozłączni. Dziewczyna złapała mnie za rękę i rzuciła krótkie "ubieraj się", uchylając przy tym drzwi mieszkania.



Gratuluję powrotu. :) Ciekawi mnie czy Carmen powie Oliverowi o tym, że kocha innego. :P
OdpowiedzUsuń