piątek, 29 marca 2013

Rozdział V


Ed Sheeran

Obudziłem się na podłodze, z koszmarnym bólem głowy i uczuciem suchości w gardle. Rozejrzałem się po pokoju i ujrzałem siedzącego na kanapie Ruperta, który patrzył na mnie z uśmiechem. Odruchowo odszukałem telefon i z nadzieję zerknąłem na ekran. Nadal nic, zero wiadomości czy połączeń od Carmen.
-Jeśli zamierzasz dalej tak zapijać się po stracie Carmen, Twoja wątroba długo nie pociągnie. A co gorsza, zbankrutujesz - roześmiał się Grint
Ignorując go udałem się do kuchni po szklankę wody. Przy okazji przemyłem twarz kilkoma chlapnięciami wody z kranu i odzyskałem jako taką trzeźwość umysłu. Spojrzałem na zegarek. Dwunasta.
-Jak wróciliśmy do domu? 
-Metrem, a na co liczyłeś. Ann pomogła mi Cię tu doprowadzić, sam nie dałbym rady. Nie pamiętasz? Właściwie, po co ja pytam... Jasne, że nie pamiętasz. Niestety, muszę Ci przypomnieć o jednej rzeczy
-Niby jakiej? - zapytałem z nadzieją. Może coś związanego z Carmen, oby.
-Dzisiejsze nagranie, Sheeran! Lepiej się ogarnij i rozśpiewaj, drugiej takiej szansy nie będziesz miał
O mój boże. Na śmierć zapomniałem. Najszybciej jak mogłem ubrałem się i doprowadziłem do ładu. Nawet włosy wyglądały w miarę przyzwoicie. W pośpiechu wypiłem kawę i zjadłem "śniadanie", o ile można tak nazwać zimny kawałek pizzy z poprzedniego dnia. Poczułem na sobie spojrzenie Ruperta
-Mam Cię podwieźć?
-Nie, daj spokój, złapię metro. Lepiej zajmij się szkołą
-I kto to mówi? - Rupert pokiwał głową 
-Ed Sheeran, przyszła światowa gwiazda! - zawołałem, złapałem swoja gitarę i wyszedłem z mieszkania. Przeskakując kilka schodków na raz wypadłem na zalaną słońcem ulicę i ruszyłem w stronę stacji. Metro było wyjątkowo tłoczne, jak na tą godzinę. Wyjąłem z plecaka tabletki przeciwbólowe i połknąłem od razu dwie, byleby tylko pozbyć się tego uczucia mającej zaraz eksplodować głowy. Wpatrywałem się w ciemność za szklaną szybą a moje myśli jak zwykle wędrowały ku Carmen. Ogarnij się, Sheeran. Wybrała Oliviera, nic nie poradzisz, zajmij się swoim życiem, swoją przyszłością. Muzyka to jest to, to coś co kocham, co nigdy mnie nie zawiedzie.  Ale z drugiej strony Carmen.. Moje przemyślenie przerwał głośny pisk zatrzymującego się metra. Wyskoczyłem z wagonu i ruszyłem w stronę schodów, by wydostać się na powierzchnie. Krótki spacer na świeżym powietrzu i znalazłem się tuż przed drzwiami wytwórni. Wziąłem jeszcze jeden głęboki oddech i nacisnąłem klamkę. 
Znalazłem się w jasnym, nowocześnie urządzonym pomieszczeniu. Pokój wyglądał jak kantory, z tym że na ścianach w miejscu obecnych kursów wisiały płyty, nagrody, zdjęcia i inne rzeczy związane z sukcesem Atlantic Records. Rozejrzałem się i zauważyłem recepcjonistkę za wysoką ladą.
-Dzień dobry, jestem Ed Sheeran, byłem dziś umówiony na nagranie..
-Och tak, pamiętam - brunetka uśmiechnęła się - zostaw tu kurtkę i udaj się na II piętro, gdy wyjdziesz z windy to prosto i do samego końca korytarza. Drzwi po prawej, numer 28. 
-Dziękuje za pomoc 
-Nie ma za co. Życzę szczęścia - dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i wróciła do swoich spraw
Ruszyłem w stronę windy i nacisnąłem guzik z numerem "2". Wpatrywałem się we własne odbicie w lustrze i po chwili zaczęło towarzyszyć mi to dziwne uczucie w brzuchu, lekko pobladłem. Za chwilę wejdę do pomieszczenia, które miało niejako przesądzić o moim życiu. Niewyobrażalnie bardzo chciałem coś osiągnąć, chciałem zarabiać na życie poprzez robienie tego co kocham, poprzez muzykę. Nagle z głośnika tuż nad moją głową wydobył się dźwięk; kobiecy głos zawiadamiający mnie, iż znajduję się na drugim piętrze. Westchnąłem i wyszedłem z windy na długi, przestronny korytarz. Prosto i w prawo. Wdech i wydech. Ruszyłem przed siebie zatrzymując się przy szarych drzwiach z cyfrą 28 po środku. Nie zdążyłem wyciągnąć reki by zapukać, gdy drzwi gwałtownie otworzyły się i powitał mnie mężczyzna w średnim wieku, z długimi włosami i lekkim zarostem.
-Ed, prawda? - wyciągnął rękę - jestem Rick Wright i dzisiaj to ja będę nadzorował Twoje nagranie
-Tak, Ed Sheeran. Miło pana poznać - odpowiedziałem nieśmiało
-Więcej odwagi, chłopcze! Uczynimy z Ciebie gwiazdę zobaczysz. Tylko popisz się dzisiaj. 


Carmen Greth

Dźwięk telefonu. Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Dochodziła czwarta. Ziewnęłam i wyskoczyłam z łóżka, chwytając telefon i nie patrząc na numer przyłożyłam urządzenie do ucha. 
-Carmen, musimy porozmawiać, teraz - usłyszałam głos Ruperta
-Grint, wiesz która jest godzina?
-Trzecia czterdzieści osiem, Co do minuty - zaśmiał się. Jęknełam mimowolnie i wyszłam z pokoju, nie chcąc obudzić Oliviera
-Więc może łaskawie powiesz mi co jest takie ważne, by nękać ludzi w środku nocy - wysyczałam do słuchawki
-Greth, spokojnie.  Ja... Chodzi mi o Eda. On tęskni  za Tobą. Obiecałaś, że się odezwiesz
-To tylko trzy dni..
-Ja wiem. Ale wytłumacz to jemu. Mu naprawdę na Tobie zależy, czy Ty tego nie widzisz?  Poza tym, ma dziś nagranie, na pewno chciałby mieć Twoje wsparcie w takim dniu
-Może masz rację. Ja po prostu chciałam odzyskać relacje z Olim, to wszystko. To nie tak, że zapomnialam o Edzie. Przeproś go ode mnie. Odezwę się do niego choćby dziś, ale może lepiej rano?
-Szczerze mówiąc to myślałem, że zrobimy to inaczej..
Rupert objaśnił mi szczegóły naszego "planu" i rozłączył się. Ja po raz kolejny ziewnęłam, przeciągnęłam się i wróciłam od mojej sypialni. Ujrzałam siedzącego na łóżku Moore'a.
-Kto dzwonił? - zapytał z twarzą niezdradzającą żadnych emocji
-Rupert. Tylko Rupert - odpowiedziałam i schowałam się pod kołdrą zamykając oczy. Wiedziałam, że Olivier nadal nie był przekonany co do mojej relacji z chłopakami, ale nic nie powiedział. Ucieszyło mnie to - Dobranoc - szepnęłam i wtuliłam się w niego 
Obudziłam się w pustym łóżku. Wskazówki zegara pokazywały godzinę jedenastą, lecz zignorowałam to i przeleżałam kolejną godzinę. To naprawdę nie było tak, że chciałam go zranić. Nie chciałam rozczarować Oliego, pragnęłam ratować nasz związek. To tylko to, Sheeran nadal ma miejsce w moim sercu. Z resztą, rudowłosy przesadzał. To były tylko trzy dni. Owszem, mogłam zadzwonić czy chociażby wysłać smsa, ale bez przesady - nie róbmy z tego wielkiej afery. Moje myśli biły się ze sobą nawzajem. Gdy w końcu zwlekłam się z łóżka dobiegało wpół do pierwszej. Uznałam, iż to dobry czas na zjedzenie śniadania. Usmażyłam sobie omlet i obficie polałam go syropem klonowym. Po śniadaniu wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i znów położyłam do łóżka. Sprawdziłam swój telefon, odebrałam wiadomość od Oliviera z przeprosinami za wyjście bez pożegnania. Wiadomość z lekka zasmuciła mnie, wyglądało na to że szukał wymówki by nie rozmawiać ze mną o mojej nocnej rozmowie. Rozejrzałam się wokoło i nie znajdując nic lepszego do roboty włączyłam telewizor i nadrobiłam zaległości w serialach. Myśli nadal jednak krążyły wokół Sheerana i Moore'a, nie pozwalając mi się skupić. Stwierdziłam, że takie siedzenie nie ma sensu, złapałam więc kurtkę i wybiegłam na ulicę. Ruszyłam w stronę Portobello, do którego od dzieciństwa miałam sentyment. Idąc tak wzdłuż kolorowych budynków poczułam się znowu jak mała dziewczynka, zafascynowana ogromem i różnorodnością miasta. Z Portobello wkroczyłam na  teren Kensington Gardens i przysiadłam nad Round Pond. Wciąż miałam trochę czasu, wstąpiłam wiec do Starbucksa i zamówiłam moją ulubiona cynamonową Dolce latte z dodatkowym karmelem i syropem o smaku czekoladowej mocha w rozmiarze venti. Szczęśliwa szłam przez nieco wietrzny, ale wciąż słoneczny Londyn z kubkiem kawy w dłoni. Postanowiłam przejść cały dystans na pieszo, było to niedaleko a spacer dobrze mi zrobi. W końcu stanęłam przed dużą, ceglana kamienicą i pewnie weszłam do środka. Nawet się nie rozglądając podeszłam do dużej tablicy i odnalazłam poszukiwane piętro. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę windy i nacisnęłam właściwy guzik. Winda ruszyła a ja gorączkowo myślałam, co powiedzieć. Winda zatrzymała się, wysiadłam, wzięłam głęboki wdech i podeszłam do drzwi na końcu korytarza. Nagle usłyszałam dźwięk naciskanej klamki i po chwili przed sobą ujrzałam rudą czuprynę i piękne, niebieskie oczy.




Przepraszam, że tak krótko, że długo musieliście czekać, że rozdział za dużo nie wnosi. Przepraszam. Szkoła to może nie za dobra wymówka, ale tylko to mogę powiedzieć. Przepraszam jeszcze raz, postanawiam poprawę. xxx

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział IV


Carmen Greth

Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się.
-Olivier.
-Carmen, poczekaj - złapał mnie za rękę - chcę Cię przeprosić za dzisiejszy poranek. Trochę mnie poniosło, wybacz. Po prostu mogłaś mi powiedzieć, że chcesz się z kimś spotkać i Cię nie będzie
-Naprawdę? Gdybym powiedziała, że wyszłam z Edem to nie miałbyś nic przeciwko? - uniosłam brwi  - Nie sądzę.
-Może i masz rację, nie wiem, ale przepraszam. Carmen, obiecuję że to był ostatni raz. Możesz spotykać się z kim chcesz, tylko po prostu mów mi o tym.. Nie masz pojęcia, jak cholernie się o Ciebie bałem. Po prostu cala moja złość skumulowała się rano i chciałem wyładować to na Sheeranie. Wybacz mi, proszę.
Spojrzałam na niego. Nie był niczemu winny, w gruncie rzeczy doskonale wiedziałam, że nie powinnam się na niego wściekać. Ale ta druga, niezależna część podpowiadała mi, bym jeszcze troszkę się pogniewała. Byłam dorosła, mogłam spotykać się z kim chciałam, pragnęłam wolności, a Olivier - odbierał mi ją. Ale z drugiej strony, miał prawo być zazdrosny, całkowicie rozumiem jego niepokój o mnie.
-W porządku. Ale pamietaj, jeden warunek - mam prawo do poznawania nowych ludzi i spotykania się z nimi
-Oczywiście, zgadzam się
-Postaraj się dotrzymać słowa - uśmiechnęłam się i pocałowałam go
W tym samym momencie za plecami usłyszałam cichy głos Eda
-Cześć Carmen 
-O, Ed. Miło Cię widzieć - przytuliłam go - Chciałeś porozmawiać? - poczułam jak Olivier wplata swoją dłoń w moją
-Właściwie to tak, ale wołałbym w cztery oczy. Czy to możliwe? - rzucił krótkie spojrzenie na Moore'a.
Spojrzałam na mojego chłopaka. Wyraz jego twarzy nie mówił kompletnie nic, pozbawiony był jakichkolwiek uczuć.
-Oli, daj mi chwilkę.
-Jasne, umowa to umowa. Poczekam w samochodzie - chłopak pocałował mnie jeszcze raz i odszedł w stronę prowizorycznego baru. Jeszcze raz spojrzałam na Sheerana
-Więc... między wami już wszystko okej, tak? - w tonie jego głosu wyczułam nutkę rozczarowania
-Tego jeszcze nie mogę powiedzieć. Obiecał dać mi więcej swobody, mam nadzieje że wywiąże się z obowiązku.
-Dobrze, właściwie.. Cieszę się, że się dogadaliście, ale chciałbym Cię jeszcze przeprosić za poranną sytu..
-Nie przepraszaj, nie ma za co. Dziękuje Ci za wczorajszy dzień. Oli czeka, muszę iść...Widzimy się w tym tygodniu, dobrze? Wybacz, że nie mogę poświęcić Ci więcej czasu
Ed spojrzał na mnie z rezygnacją
-Jasne. Zadzwoń jak będziesz miała czas - nie żegnając się, odszedł w kierunku wyjścia
Odprowadziłam go wzrokiem. Był cudowny, wiedziałam, że go ranię, ale musi zrozumieć. Z Olivierem poznaliśmy się przez rodziców. Od razu przypadliśmy sobie do gustu - wychowaliśmy się w podobnym środowisku więc łatwo znaleźliśmy wspólny język. Najpierw połączyła nas ogromna przyjaźń, to on słuchał o moich rozterkach miłosnych, przy nim opłakiwałam pierwsze rozstanie z chłopakiem. A ja byłam dla niego jak siostra, pierwsza dowiedziałam się o romansie jego ojca, to ja wyciągałam go z depresji po śmierci matki. Po trzech latach nasza relacja przerodziła się w miłość. Nie wyobrażam sobie życia bez Moore'e, mimo jego wad i niedociągnięć, jest dla mnie cholernie ważny. A Ed... Widywałam go nieraz w londyńskich pubach, zarówno prywatnie, jak i służbowo - często grywał tam w ciagu tygodnia. Zauważyłam, że zawsze mi się przygląda, postanowiłam więc dowiedzieć się o co chodzi. Rozmawialiśmy parę razy, wymieniliśmy się numerami telefonów - Sheeran był doskonałym rozmówcą i potrafił słuchać. Wczorajszy dzień spędzilismy naprawdę cudownie, nie chcę zrujnować tej znajomości, lecz to nie zmienia faktu ze kocham Oliviera.
-Carmen! - usłyszałam pisk i przed oczami pojawiła się uśmiechnięta Sophie - i jak, podobało Ci się? dobrze zaśpiewałam, dobrze?
 -Lindberg, byłaś perfekcyjna. Rośnie nam tu druga Madonna
-Madonna nie umie śpiewać - przewróciła oczami - Jak zawsze jesteś milutka
-Dobrze, więc rośnie nam druga Patti Smith. Janis Joplin. Courtney Love. Cokolwiek.
-O, tu już lepiej! - nagle uniosła dłoń i pomachała. Natychmiastowo odwróciłam się, to Olivier szedł w naszą stronę
-Sophie, byłaś świetna! Naprawdę powinnaś coś robić ze swoim głosem, a nie tylko te filmy i filmy
-Och Moore, doskonale wiesz ze duszę sprzedałam reżyserii. Śpiewać mogę w wolnym czasie. Filmy to moja przyszłość
Olivier tylko roześmiał się
-No dobrze, a teraz zapraszam do mnie na małe afterparty. 
-Jak bardzo małe? - uniosłam brwi
-Trzyosobowe. Jak za starych dobrych czasów.
Całą trójką ruszyliśmy w stronę samochodu Oliego.


Rupert Grint

Zerknąłem na zegarek. Trzecia. Sheeran miał jutro nagranie, a nadal siedział przy barze co rusz zamawiając kolejny trunek. Z każdym kieliszkiem tracił kontakt z rzeczywistością, widziałem to nawet stąd.
-Czy Sheeran zamierza znów wpędzić się w alkoholizm? - zapytała siedząca obok mnie Ann. Była to moja dobra przyjaciółka jeszcze ze Stevanage. Do niedawna była to tylko przyjaźń, lecz teraz zaczynałem czuć do niej coś więcej. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, zarówno na uczelni jak i w czasie wolnym. Zazwyczaj nie miałem problemu ze zdobywaniem dziewczyn - czy to jedno nocne przygody, czy nieco dłuższe związki. Jednak ona nie była taką dziewczyną. Nasza znajomość nie zaczęła się od łóżka, zaczęła się w piaskownicy. Może to dziwne, ale wbrew pozorom trudniej jest poderwać dziewczynę, która znasz. Nie chcesz zniszczyć przyjaźni, ale z drugiej strony nie chcesz żałować nie zrobienia pierwszego kroku. Ann była cudowna. Nie raz uratowała mnie i Eda z tarapatów.
-Halo, Rupert, ty też juz tracisz kontakt z rzeczywistością? - dziewczyna pomachała mi ręką przed nosem
-Nie, nie. Zamyśliłem się 
-To zauważyłam. Co robimy z Edem? - wskazała palcem na chłopaka - pomogę Ci zawieźć go do domu, bo szczerze wątpię żebyś dał radę sam.
Podeszliśmy do Sheerana, uregulowaliśmy rachunek i wyszliśmy z klubu. Ed, ku naszej uldze, wyszedł bez żadnych oporów. Szliśmy ciemną ulicą w stronę stacji metra, było zimno i cicho.
-Wiesz, myślę, że powinniście odpuścić sobie puby na parę dni. Dla waszego dobra - odezwała się Ann
-Daj spokój, prawie nic nie wypiłem. A Ed... Wiesz, to artysta - roześmiałem się - topi swoje smutki w alkoholu
-Smutki? Jakie on ma powody do smutku? Rozwija się, nagrywa płytę.. Jest zdolny, młody, świat stoi przed nim otworem. Nie rozumiem
-Wiesz, faceci też mogą cierpieć uczuciowo. To dziewczyna wpędziła go w ten stan. Wy kobiety, jak z wami żyć
Ann przewróciła oczami
-Pomyśl raczej co zrobilibyście bez nas! Sheeran zakochany? Aż tak? Nie wierzę. A któż zawrócił mu tak w głowie? Czyżby ta Greth? Serio? Pochodzą z innych światów, i on na coś liczy
-To niczemu nie przeszkadza. Carmen jest bardzo sympatyczna i zawróciła w głowię niejednemu chłopakowi. Ed po prostu jest jednym z nich. Lecz on chociaż próbuje ją zdobyć, zaprzyjaźnić się. Tyle, że ona woli tego dupka Oliviera. Ja na jego miejscu dawno bym odpuścił. Tym bardziej, że ledwo ją zna, naprawdę. Stara się ale mu to nie wychodzi..
-Biedny, głupi Sheeran.
To już czwarta noc, gdy wracamy z Edem zalani w trupa przez ciemny i chłodny Londyn.  Po krótkiej podróży metrem wprowadziliśmy Sheerana do mieszkania i położyliśmy go na kanapie, z której niemal od razu spadł. Byłem jednak tak wykończony, że nie miałem siły go podnosić
-Rupert, ja już się zbieram
-Żartujesz? Nie puszczę Cię samej
-Mieszkam jedną przecznicę dalej, poradzę sobie. Lepiej zajmij się nim 
-No dobrze, jak chcesz - podszedłem do niej i przytuliłem. Nasze usta zbliżyły się, by na chwilę połączyć się w krótkim pocałunku. Oderwaliśmy się od siebie i widząc jej lekko zakłopotaną minę powiedziałem tylko - Dziękuje.
Annie wyszła, a ja ponownie rozejrzałem się po pokoju. Może ona ma rację. Jak można aż tak przejmować się dziewczyną, której się właściwie nie zna? Postanowiłem jednak być dobrym przyjacielem i wziąć sprawy w swoje ręce. Wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer Carmen. Po paru sygnałach wreszcie usłyszałem jej zaspany głos. Nie zważając na jej jęki, przeszedłem do sedna sprawy.




Wróciłam. Może nie do końca szczęśliwa, nie do końca pewna wszystkich rzeczy, ale wróciłam. Jestem tu z nowym rozdziałem, z którego jestem w pełni zadowolona, nasunął mi wiele pomysłów. Kolejna część jest już pisana, powinna pojawić się w ciągu kilku dni.


wtorek, 12 marca 2013

Krótka informacja

Planowałam dodać nowy rozdział dziś, ale niestety nie dałam rady. Nie mam pojęcia, kiedy uda mi się coś naskrobać, bo znowu przechodzę małe załamanie i nie jestem w stanie nawet patrzeć na komputer. Wiem, wiem, mało osób w ogóle czyta tego bloga, no ale czułam potrzebę poinformowania nawet tej garstki z was o bieżącym stanie rzeczy. Postaram się dodać rozdział jeszcze w tym tygodniu, może w weekend. Potrzebuję po prostu kilku dni na wyrwanie się z mojego obecnego stanu, no i nie chce was zawieść kolejną częścią. Chcę dla was jak najlepiej.
xxx
Post zostanie usunięty po dodaniu nowego rozdziału.

sobota, 9 marca 2013

Rozdział III


Carmen Greth

-Ed! Cholera, Ed! - uklęknęłam przy chłopaku
Sheeran uniósł głowę i uśmiechnął się do mnie
-Spokojnie, Greth, nic mi nie jest - powiedział unosząc się z kolan
Postanowiłam zrobić to samo. Gdy tylko się obróciłam, zobaczyłam uśmiechniętą twarz Oliviera.
-Oli! Jak mogłeś, do cholery? - podeszłam do niego i wymierzyłam cios w policzek - Co ty sobie wyobrażasz?!
Moore złapał mnie za nadgarstek i głośno powiedział
-Nie, skarbie. Co TY sobie wyobrażasz? Zostawiasz mnie bez słowa i znikasz na całą dobę. Nie pomyślałaś o tym, żeby zadzwonić do swojego chłopaka, prawda? Nie, to by zabrało za dużo czasu. Dwadzieścia cztery godziny, Carmen. Na dodatek z nim - Olivier wskazał na Eda
-Co z tego, że ze mną? Ona ma prawo spotykać się z kimkolwiek chce - odezwał się rudowłosy - nie możesz jej tego zabronić. To jest jej życie i nie będziesz jej kontrolować. Może robić co zechce, z kim zechce oraz gdzie zechce. I Tobie NIC do tego..
-Edward, poczekaj. - starałam się go uciszyć, ale było już za późno. Olivier ruszył w stronę Sheerana i ponownie uderzył go. Chłopcy zaczęli się szarpać. Tego było za wiele - obydwoje jesteście popieprzeni.
Odwróciłam się i bez słowa odeszłam  w stronę domu. Czułam na plecach wzrok chłopaków. Postanowiłam jednak nie patrzeć w ich stronę. Po przekroczeniu progu zakluczyłam drzwi na klucz i wbiegłam po schodach na górę. Usłyszałam dźwięki pianina i czyjś głos. Zatrzymałam się na chwilę. To był głos mojej przyjaciółki, Sophie. Najciszej jak mogłam przeskoczyłam ostatnie stopnie i stanęłam pod drzwiami mojego pokoju. But you're living it up, you totally got me stuck in the rut, you're made for me, how am i gonna step up to say to you, i got the feeling boy, i want you, i want you. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na Lindberg.
-Sophie! Myślałam, że tylko mnie pragniesz.. - powiedziałam z udawanym smutkiem. Dziewczyna obróciła się w moją stronę.
-Kochanie, dobrze wiesz, że jesteś moją jedyną. To tylko piosenka! - wysłała mi w powietrzu buziaka - gdzie się wczoraj podziewałaś? Olivier odchodził od zmysłów!
-Taa, wiem o tym - szepnęłam i położyłam się na łóżko - Spędziłam wczoraj dzień z Sheeranem, to tyle. Nie wiem o co cała ta afera.
-Z Sheeranem? Cóż się stało? - Sophie usiadła na brzegu łóżka - noc też spędziłaś u niego?
-Tak, z Edem i nic się nie stało. Po prostu spotkaliśmy się i tyle. Tak, spędziłam u niego noc, ba, spałam nawet w jego łóżku a rano zjedliśmy razem śniadanie! To już miłość - dorzuciłam z ironią
-Hej, hej, Greth, spokojnie. Po prostu pytam. Właściwie nigdy ani z Sheeranem, ani z Grintem nie rozmawiałam, więc nie mnie ich oceniać
-Powiedz to Oliverowi
-Przecież wiesz jaki on jest. 
-Ale chyba mam prawo rozmawiać z innymi ludźmi. Cholera, mamy XXI wiek, nie zostałam przeznaczona Oliemu jeszcze przed narodzinami. - westchnęłam - Sophie, właściwie co Ty tu robisz?
-Carmen, jak mogłaś zapomnieć! - przewróciła oczami - masz dziś promocję wiosennej kolekcji topshop, koleżanko. A ja występuję tam jako "oprawa muzyczna". Musiałaś o tym pamiętać!
-O mój boże! - spojrzałam na zegarek - Lindberg, ruchy!




Olivier Moore

Spojrzałem na odchodzącą Carmen, po czym przeniosłem wzrok na Sheerana. Chłopak również wodził za nią wzrokiem.
-Odwal się od niej, i tak nie masz u niej szans - wycedziłem
-Skąd wiesz? Gdybym był taki zły na pewno nie spędziłaby ze mną tego dnia. - spojrzał mi prosto w oczy - I nocy - dodał z uśmiechem
Coś we mnie zadrżało. Lecz nie dałem rudowłosemu tej satysfakcji i odpowiedziałem mu uśmiechem. Ruszyłem w stronę mojego samochodu, w głowie obmyślając plan. Pamiętałem o dzisiejszym pokazie Carmen, w moim portfelu spoczywało zaproszenie. A więc pójdę tam, przeproszę dziewczynę i porozmawiam z nią. Wszystko wróci do normy. Sheeran na bank nie ma zaproszenia, więc nim nie muszę się martwić, będę przy Carmen pierwszy. Wsiadłem do samochodu i nie oglądając się na Eda ruszyłem w stronę Knightsbridge. Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem po wejściu do domu było zamówienie sushi. Bylem cholernie glodny. Postanowiłem nie marnować czasu i znaleźć strój na pokaz. Nie mogłem się na niczym skupić, wciąż myślałem o mojej słodkiej Carmen. Byliśmy parą od trzech lat, a nasz związek poprzedzała wieloletnia przyjaźń. Byliśmy dla siebie stworzeni. Greth była idealnym połączeniem piękna i inteligencji. A przy tym była wiecznie radosna, uśmiechnięta. Była zawsze ze mną i zawsze dla mnie. Po śmierci mamy pomogła mi wyjść z depresji. Nie chciałem tracić mojej Carmen. Nie mogłem znieść wzroku Sheerana. Nie byłem w stanie patrzeć na tych dwoje razem. Doskonale wiedziałem, że moja dziewczyna wpadła w oko rudzielcowi. Nie mogę pozwolić na to, żeby Ed mi ją odebrał. Potrzebuję ją jak powietrza. Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek do drzwi, to było moje sushi. Po zjedzeniu obiadu przebrałem się i wsiadłem do samochodu. Spojrzałem na zegarek. Powinienem być na pokazie akurat na czas.  Odpaliłem silnik i po paru minutach znalazłem się na New Oxford Street. Zostawiłem auto na parkingu przy Old Sorting Office i wkroczyłem do budynku. W jednej sekundzie pojawiło się przy mnie mnóstwo osób, proponując mi drinka, vouchery, udział w reklamie czy zostanie twarzą marki. Tak niewiele potrzeba, by kogoś kupić. Mi wystarczył sławny dziadek i świat był na wyciągnięcie ręki. Tym razem postanowiłem jednak ominąć tłum i ruszyłem w stronę miejsca pokazu. Zająłem moje miejsce i oczekiwałem na prezentację. Atmosfera powoli rozgrzewała się, przy wybiegu miejsce zajął już zespół z Sophie na czele. Nasze spojrzenia spotkały się i uśmiechnąłem się do dziewczyny. Była mi bardzo bliska, wraz z Carmen tworzyliśmy doskonale zgraną paczkę przyjaciół. Na sali pojawiało się coraz więcej osób, mnóstwo znanych mi twarzy. Kolejne parę minut zleciało mi na wymienianiu uścisków dłoni, fałszywych uśmiechach i wymuszanych pogawędkach. Wreszcie nadeszła długo wyczekiwana przeze mnie chwila: rozbrzmiały się pierwsze takty muzyki a z gardła Lindberg zaczęły wydobywać się te niesamowite dźwięki.  Modelki po kolei pojawiały się na wybiegu, niedługo przyszła także kolej na Carmen. Dziewczyna wyglądała zjawiskowo i niewątpliwie czułem dumę, że to właśnie ja mogę się przy niej codziennie budzić. Greth zauważyła mnie na widowni, uśmiechnąłem się lecz ona nie odwzajemniła uśmiechu. Nadal miałem szansę, wystarczyło wejść na backstage. Postanowiłem jednak poczekać na zakończenie pokazu.

Ed Sheeran
Po odjeździe Moore'a, stwierdziłem że nie co bezczynnie stać pod domem Carmen. Udałem się na stacje metra, by po kilkunastu minutach znaleźć się w domu. W mieszkaniu zastałem Ruperta, który leżał na kanapie oglądając jakiś durny serial
-Grint, może obejrzałbyś coś bardziej ambitnego? Mógłbyś przy okazji, no wiesz, podszlifować swój warsztat autorski
-Zamknij się - chłopak rzucił we mnie poduszką - Co tak szybko? Myślałem, że posiedzisz u niej jeszcze z parę godzin?
-Też miałem taką nadzieję, ale przeszkodził nam nie kto inny jak sam Olivier.
-Ten to ma wyczucie czasu! I co, Carmen zostawiła Cię i poszła z nim?
-Nie do końca. Olała nas obu i poszła do domu. Ale cóż, wszystko da się naprawić - wyjąłem z kieszeni telefon - Zaraz napiszę do niej ładnego smsa z przeprosinami i propozycją spotkania. 
-Co jeśli się nie zgodzi?
-Nie ma takiej opcji - ruszyłem w stronę mojego pokoju
Do: Carmen
Przepraszam Cię za całe dzisiejsze zajście. Mam nadzieje, że się nie gniewasz. W końcu wczoraj spędziliśmy  razem naprawdę udany dzień. Powtórzymy to dziś?

Rzuciłem telefon na łóżko i odpaliłem komputer. Automatycznie sprawdziłem pocztę, oczywiście znalazło się kilka nieodczytanych maili od producentów z przypomnieniem o przyszłotygodniowym nagraniu. Od razu zabrałem się za pisanie odpowiedzi, że doskonale pamiętam o tym ważnym wydarzeniu, lecz przeszkodził mi dźwięk mojego telefonu. W jednej chwili wskoczyłem na łóżku i otworzyłem wiadomość.
Od: Carmen
Mam dziś pokaz. Jeśli chcesz się spotkać, bądź około 20 w Sorting Office na Westminsterze. Powiedz po prostu swoje imię i nazwisko. Powinniśmy się gdzieś znaleźć.

Jej sms był zupełnie pozbawiony uczuć, co delikatnie mnie zraniło. Nie miałem pojęcia jak się ubrać, nigdy nie byłem na pokazie. Właściwie to nawet nie miałem być, więc postanowiłem się nie stroić. W porze obiadowej wraz z Grintem postanowiliśmy kontynuować naszą tradycję i zamówiliśmy pizze. 
-Grint, podwieź mnie do Westminster - powiedziałem między kolejnymi kęsami pizzy
-A czego Ty tam szukasz?
-Jadę spotkać się z Carmen, ma gdzieś tam pokaz i po wyznaczyła sobie czas na mnie
-Sheeran, jedziesz na pokaz? - zmierzył mnie od stóp do głów - tak wyglądając?
-Pewnie nawet nie zobaczę wybiegu, więc nie rozumiem problemu. Po prostu mnie podwieź.
Po długich namowach przyjaciel zgodził się zawieźć mnie na New Oxford Street. Oczywiście nie obyło się bez sprzeczki z ochroniarzem, który koniec końców zgodził się wpuścić mnie do budynku. Przedzierałem się przez tłumy ludzi, jednocześnie wypatrując blond czupryny Carmen. W końcu zauważyłem ją. Niemal w tej samej chwili dostrzegłem jednak również Oliviera.


środa, 6 marca 2013

Rozdział II


Ed Sheeran
-Greth, spokojnie, może zwolnij trochę z tą tequillą! - zawołałem jednocześnie śmiejąc się do siedzącej naprzeciwko Carmen.
-Żartujesz? Tequilli nigdy nie za wiele! - dziewczyna spojrzała na mnie - chyba, że masz ochotę na coś innego?
-Co proponujesz?
Carmen teatralnie uniosła dłoń i skinęła głową na barmana
-Dwa razy Long Island - puściła mi oko. Miała dobry gust. Zarówno w muzyce, modzie jaki i alkoholu. Mijały godziny, my wlewaliśmy w siebie alkohol litrami. W pewnej chwili Carmen poderwała się z miejsca i weszła na stolik. Zdziwiony patrzyłem na nią, nie mając pojęcia co się dzieje. Była taka piękna. Idealna. Dziewczyna powoli zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Uniosła ręce do góry i delikatnie kołysała biodrami. Jej oczy były zamknięte a usta lekko uchylone. Po chwili rozejrzałem się wokół siebie. Oczy większości ludzi w pubie były zwrócone w naszą stronę. W naszą stronę ruszyło kilku "podejrzanych typów", więc postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Wstałem i złapałem Carmen za rękę.
-Koniec i imprezy, skarbie. Idziemy. - dziewczyna spojrzała na mnie nieprzytomnym wzrokiem i spadła ze stołu prosto w me ramiona. Po wielu próbach wreszcie udało się nam wyjść z klubu. "Co teraz?" pomyślałem. Po krótkim namyśle wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer Ruperta. "Stary, potrzebuję Cię. Jestem na Soho, Brewer Street. Przyjedź najszybciej jak się da" rozłączyłem się, nie dając przyjacielowi  dojść do słowa. Spojrzałem na Carmen siedząca na krawężniku i wpatrującą się w gwiazdy.
-Cóż, nie wiedziałem, że bogate dzieciaki też umieją się bawić - powiedziałem siadając koło niej
Odpowiedziała mi uśmiechem po czym położyła głowę na moim ramieniu i zaczęła cicho nucić "Homeless". Była niesamowita. Siedzieliśmy tak dobre parę minut, sami na oświetlonej jedynie blaskiem gwiazd i światłem latarni ulicy. Słyszałem jej słodki głos i czułem jej głowę na ramieniu, mógłbym tak spędzić wieczność. Mój istny raj na ziemi przerwał dźwięk silnika i światło reflektorów samochodu. Pojazd zatrzymał się tuż przed nami, drzwi się otworzyły i pokazał się Rupert.
-Ed! Co się stało?!
-Cóż, wypiliśmy trochę, Greth nie dałaby rady dojść na metro
-Chryste, Sheeran, spędziłeś cały dzień z Carmen i nic się nie chwaliłeś? - Rupert ukucnął naprzeciwko nas - chyba naprawdę dużo wypiła.. 
Carmen otworzyła oczy i uśmiechnęła się szeroko
-Witaj Ru..Ro..Robert?
-Tak. Zdecydowanie dużo. Zabierzmy ją da samochodu, na dworze jest dość chłodno, jeszcze się nam księżniczka zaziębi!
Wspólnymi siłami doprowadziliśmy Carmen do samochodu. Teraz zajmowała jedno z tylnych siedzeń, twarzą zwrócona do okna. Na wszelki wypadek usiadłem obok niej, Rupert zajął fotel kierowcy. Grint odwrócił się
-Co teraz? Odwozimy ją na Notting Hill?
-I co zamierzasz zrobić, zostawić ją na progu domu? Bierzemy ją do nas.
-Jeśli jej rodzice zadzwonią rano do Moore'a, żeby dowiedzieć się gdzie jest ich córka, mamy przejebane
-Wiem o tym. Ale nie zostawię jej samej na ulicy w ciemną noc. Nie w tym stanie. Musimy ją wziąć do nas - powiedziałem stanowczo
Rupert pokręcił głową i odpalił silnik. Po kilku minutach drogi w milczeniu znaleźliśmy się w naszym mieszkaniu w Camden. Zdjąłem buty ze stóp Carmen i ułożyłem ją na łóżku. Przykryłem ją kocem i po cichu wyszedłem z pokoju, gasząc światło i zamykając dokładnie drzwi.
-Ed, jeśli Moore się dowie, to możemy już pożegnać się z Londynem. On nas zniszczy. Wiesz o tym
-Nie ma ŻADNEGO powodu by się na nas mścić. Po prostu spędziłem dzień z Carmen, do niczego nie doszło, do niczego jej nie zmuszałem. Gdyby nie chciała się ze mną spotkać to by tego nie zrobiła - proste.
-Naprawdę do niczego nie doszło?
-Nie. Byliśmy w Green Parku, potem pojechaliśmy na lody i do pubu. To wszystko. Jej głowa na moim ramieniu to był nasz najbliższy kontakt. A Ty co robiłeś cały dzień?
-Och, miałem dodatkowe zajęcia w teatrze. Straszne nudy, no i jestem wykończony - Rupert ziewnąłKładłem się spać gdy zadzwoniłeś
-Więc nie będę Cię dłużej przetrzymywać, idź spać - położyłem się na sofie
-Zamierzasz spać tu? 
-Moje łóżko zajmuje Carmen, nie będę jej przeszkadzać



Carmen Greth
Obudziły mnie promienie słońca i cholerny ból głowy. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Nie wiedziałam gdzie jestem, z ostatniego wieczora pamiętałam tylko uśmiech Eda. Właśnie, Sheeran. Usiadłam na łóżku, przeciągnęłam się i jeszcze raz spojrzałam na otoczenie. Pokój nie należał do najczystszych, na podłodze leżały puste pudełka po pizzy, pod oknem dwie gitary a ściany oblepione były kartkami. Podeszłam do jednej z nich i zmrużyłam zaspane oczy. To były teksty piosenek, wraz z nutami. Teraz byłam pewna na 100%, że jest to pokój Eda. Przeczesałam włosy palcami i wyszłam z pokoju. Na środku pokoju stała sofa, na której słodko spał Sheeran. Usiadłam na podłodze przy kanapie, wahając się czy nie obudzić chłopaka. Po zauważyłam jeszcze jedne drzwi, podniosłam się z ziemi i ruszyłam w ich stronę. Uchyliłam je lekko i zobaczyłam kolejną rudą czuprynę wystającą zza kołdry. A więc jest tu też Rupert. Poczułam niemiły ucisk w brzuchu i ruszyłam w stronę kuchni. Otworzyłam lodówkę i szybko przejrzałam jej zawartość. Tak jak się spodziewałam, nie znalazłam nic ani zdrowego, ani pożywnego. Westchnęłam i wyjęłam z kieszeni spodenek telefon. Wybrałam numer do pierwszego lepszego baru śniadaniowego w Camden i zamówiłam tosty francuskie. Gdy głos w słuchawce spytał się o adres, zaniemówiłam. Wyjrzałam za okno, lecz nie miałam pojęcia gdzie jestem. Gorączkowo zaczęłam rozglądać się po kuchni, wreszcie zauważając przyczepione do lodówki listy.  Znajdował się na nich również adres. Odetchnęłam z ulgą, podałam numer domu sprzedawcy i rozłączyłam się. Wstawiłam wodę w czajniku i zaczęłam przeszukiwać szafki w poszukiwaniu jakiejkolwiek herbaty. Gdy wreszcie znalazłam pudełko czarnej herbaty liptona, niespodziewanie usłyszałam za sobą głos
-Carmen.
Podskoczyłam i obejrzałam się za siebie
-Rupert, chryste, ależ mnie przestraszyłeś. Cześć! - uśmiechnęłam się nieśmiało i uniosłam dłoń w geście powitania - ja.. Ja po prostu się obudziłam, więc pomyślałam, że przygotuję wam śniadanie i szukałam herbaty i... Może słodzisz? - uśmiechnęłam się z zakłopotaniem
-Iście brytyjskie maniery, Greth. Daj spokój, możesz grzebać sobie po tych szafkach ile chcesz, nie wiem tylko jak z tym śniadaniem.. Nasza lodówka świeci raczej pustkami - roześmiał się zalewając wodą herbatę
-Nie martw się, już zamówiłam nam tosty. Powinny być lada chwila!
Zapadła między nami niezręczna cisza, którą przerwało głośne skrzypnięcie kanapy. Z Rupertem niemal jednocześnie odwróciliśmy głowę w stronę źródła dźwięku. Ed siedział na kanapie, ziewając. Zauważając nasze wzroki wpatrzone w jego sylwetkę, przekręcił lekko głowę i spytał
-O co chodzi?
-O nic! - zawołałam uśmiechnięta. Podbiegłam do niego i dałam mu buziaka w policzek - Dzień dobry!
-Teraz już na pewno będzie dobry - obdarzył mnie swoim najlepszym uśmiechem - mogę wiedzieć, za co? - dotknął palcem miejsca pocałunku
-No za to, że nie zostawiłeś mnie samej na Soho i przywiozłeś mnie tutaj. I że pozwoliłeś mi spać w swoim łóżku. Było bardzo wygodne, szczerze mówiąc
-Przepraszam za bałagan - podrapał się lekko po włosach - a za podwiezienie nas tu podziękuj Rupertowi. Gdyby nie on spędzilibyśmy pół nocy na ulicy
Odwróciłam się w stronę Ruperta i podziękowałam mu. Po chwili rozbrzmiał się dzwonek.
-Och, to pewnie śniadanie - podeszłam do drzwi, otworzyłam je i odebrałam nasze śniadanie. Odwróciłam się do chłopaków - mogę was prosić o przygotowanie talerzy?
Chłopcy ruszyli do kuchni i po chwili siedzieliśmy razem przy stole, zajadając się naszymi grzankami i non stop się śmiejąc. 
-Muszę już się zbierać - powiedziałam w końcu
-Jasne, odprowadzę Cię na metro - zawołał szybko Ed wstając i odsuwając moje krzesło
Pożegnałam się z Rupertem i po kilku minutach wraz z Sheeranem jechaliśmy już metrem. Chłopak postanowił odprowadzić mnie pod sam dom. To niewyobrażalne, jak 24h potrafią zbliżyć do siebie ludzi. Może nie mogłam jeszcze nazwać Eda przyjacielem, ale na pewno był dla mnie kimś ważnym. Szliśmy tak rozmawiając, śmiejąc się i wygłupiając. Wkroczyliśmy właśnie na moją ulicę, gdy za plecami usłyszałam krzyk
-Hej, Sheeran!
Kątem oka zobaczyłam jak Ed osuwa się na kolana jednocześnie trzymając się za głowę.






niedziela, 3 marca 2013

Rozdział I


Carmen Greth

Otworzyłam oczy. Światło przez prześwity między żaluzjami starało wedrzeć się do pokoju. Poczułam ręke Oliviera na mojej nagiej talii. Starając się go nie obudzić, zdjęłam ją z siebie. Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się. Podniosłam z podłogi koszulę mojego chłopaka i włożyłam ją na siebie. Najciszej jak mogłam udałam się w stronę kuchni, gdzie zaparzyłam herbatę. Postanowiłam zrobić Oliemu niespodziankę i przyrządziłam jego ulubione omlety z syropem klonowym. Nagle usłyszałam dźwięk mojego telefonu.

Od: Ed
Masz może chwilkę? Chciałbym z Tobą porozmawiać. Jeśli możesz, bądź za pół godziny w Kensington Gardens. Liczę na Ciebie


Westchnęłam. Dokończyłam moją herbatę i udałam się do łazienki. Po 20 minutach byłam gotowa do wyjścia. Zostawiłam Olivierowi kartkę i pocałowałam go w policzek. Jest taki uroczy kiedy śpi, pomyślałam. Ostatni raz spojrzałam na chłopaka po czym bezgłośnie wyszłam z jego mieszkania, by po chwili znaleźć się na zalanej słońcem Lyall Street. Spojrzałam na zegarek. Nie zdąże. No cóż, jeśli mu zależy to poczeka. Udało mi się złapać metro, które przyspieszyło moją drogę o dobre 10 minut. Gdy tylko weszłam do Kensington Gardens ogarnęło mnie uczucie chłodu. Właściwie to o czym on chcę ze mną rozmawiać? Wczoraj chyba wszystko sobie wyjaśniliśmy. Szłam wzdłuż Broad Walk wypatrując gdzieś rudej czupryny. W końcu stanęłam naprzeciwko pałacu i obserwowałam ludzi. Uwielbiałam pierwsze dni wiosny, ponieważ wraz ze śniegiem topił się też chłód w ludzkich sercach. Wszyscy stawali się uśmiechnięci, otwarci, wyrozumiali. Uśmiechnęłam się do siebie. 
-Już się bałem, że nie przyjdziesz - za plecami usłyszałam głos Eda
Odwróciłam się i mimowolnie uśmiechnęłam. 
-Witaj Sheeran. Czego ode mnie chcesz? Wszystko sobie wczoraj wyjaśniliśmy
-Też miło Cię widzieć, Carmen - roześmiał się - chcę po prostu spędzić z Tobą dzień. Ofarujesz mi chociaż parę godzin swego wolnego czasu, księżniczko? - ukłonił się lekko
Spojrzałam w jego oczy. W jego piękne, szalenie niebieskie oczy.
-Właściwie.. Czemu nie? - obdarzyłam go moim najlepszym uśmiechem - Więc co zaproponujesz księżniczce?
-Może spacer? - zaproponował nieśmiało
Uśmiechnęłam się tylko i ruszyłam w stronę Serpentine Bridge. Ed okazał się bardzo miłym i interesującym człowiekiem. Tuż przy moście złapał mnie za rękę i pobiegł w stronę brzegu rzeki. 
-Umiesz puszczać kaczki? - spojrzał na mnie i podniósł z ziemi kamień
-Nie, ale zawsze chciałam się nauczyć!
-Ach, te bogate dzieciaki. Nie wiecie ile straciliście w dzieciństwie!
Następna godzina zleciała nam na nauce. Ed był świetnym nauczycielem. Usiedliśmy naprzeciw siebie na trawie
-Ed...
-Tak, księżniczko?
-Chciałabym przeprosić Cię za wczoraj. Nie powinnam była tak na Ciebie naskakiwać. Zrozum tylko, że ja go kocham. Nie z powodu pięniedzy, nie z powodu jego statusu. Po prostu go kocham. Jest dla mnie cholernie ważny, a to że jest zazdrosny.. Po prostu taki jest. Wiele w życiu przeszedł, stracił ważna dla niego osobę. Nie chce przeżywać tego jeszcze raz. Jestem jego największym skarbem i proszę, zaakceptuj to. Nie narażaj się. 
Sheeran położył mi palec na ustach
-Nie, Greth. Nie teraz. Jest pięknie, świeci słońce, ptaki śpiewają. Nie rozmawiajmy o tym teraz. Zabieram Cię na lody do Gelupo
Spojrzałam na niego pytająco
-Och, daj spokój. Nigdy nie byłas w Gelupo? Mieszkasz tu dwadzieścia lat a nie jadłaś najlepszych lodów na świecie? - pokręcił głową z niedowierzaniem - musisz wiele nadrobić. Kierunek: Soho!
Chwilę pospacerowaliśmy po Hyde Parku, skąd udaliśmy się na metro. W ostatniej chwili wskoczyliśmy do wagonu
-Ed, czy ty chcesz mnie wykończyć? To nie są buty do biegania!
-Ach, księżniczko. Wybacz mi mój błąd. We Framlingham trampki są wprost stworzone do biegania, widocznie w Londynie macie inne zwyczaje - roześmiał się
Uśmiechnęłam się lekko. Rozejrzałam się po metrze. Czy Londyńczycy naprawdę aż tak różnią się od reszty Brytyjczyków? Dużo podróżuję i w każdym kraju widzę to samo. Wszyscy są zabiegani, nikt nie ma siły usiąść, odetchnąć, popatrzeć w niebo. Zostałam wychowana w dość specyficznym, zamkniętym środowisku. Moi rodzice to światowej sławy chirurdzy, z własną kliniką i masą ludzi pod sobą. Dorastałam w willowej części Notting Hill, opiekunkę widziałam częściej niż mamę. Nigdy nie było mi niczego brak. Gdy tylko coś chciałam - dostawałam to. Wydaję mi się, że tak ojciec chciał wynagrodzić mi swoją nieobecność. Chodziłam do najbardziej prestiżowych szkół w Londynie. Wychowywałam się wśród pieniędzy, zostałam odgrodzona od świata zewnętrznego, od szarości Londynu. Dopiero mając 16 lat zobaczyłam prawdziwy świat. Poznałam ludzi, dla których Kensington czy Chelsea było tylko bajkowym marzenie, a dostanie się na Cambridge czy chociaż University of London wymagało naprawdę cieżkiej pracy, a nie tylko wysokiej pozycji społecznej. Doskonale wiedziałam, że mam zapewnione miejsce w Imperial College, jeśli tylko zdecyduję się na studia. Poprosiłam jednak rodziców o przerwę. Gdy oznajmiłam im, że jestem modelką, wściekli się. Byłam ich dumą, chcieli żebym została lekarzem i pracowała w ich klinice. Do dziś nie zaakceptowali mojego wyboru, ale staram się nie wspominać w ich obecności o modelingu.
-Carmen, wysiadamy. Jeszcze będziesz miała okazję przejechać się metrem - z rozmyślań wyrwał mnie miękki głos Eda.
Piccadily Circus było jak zawsze pełne turystów. Sheeran przewrócił oczami
-Spokojnie, już idę! - zawołałam klepiąc go lekko w policzek. Jezu, jego oczy są piękne.
Ruszyliśmy w stronę Archer Street. Soho było wręcz wypełnione obcokrajowcami, Ed złapał mnie za rękę.
-Nie chcę Cie zgubić w tym tłumie, Greth
Kupiliśmy nasze lody i udaliśmy się w stronę Leicester Square. Usiedliśmy na murku naprzeciwko kina i zaczęliśmy spożywać nasze lody. Miał rację, były świetne. Dotychczas moimi ulubionymi lodami były Haagen-Dazs, ale coś czuję że teraz się to zmieni. 
-Ed, nadal zajmujesz się muzyką?
-Tak.. Właściwie jestem teraz w trakcie nagrywania materiału na płytę.
-Wydajesz album, żartujesz? Gratuluję! Mogłabym Cię usłyszeć?
Ed odpowiedział mi uśmiechem. Poderwał się z muru i ruszył przed siebie. Patrzałam na niego zdziwiona. Zdziwienie zamieniło się w śmiech, gdy zobaczyłam że rudzielec pochodzi do jednego z ulicznych muzyków, który daje mu gitarę. Sheeran zaczyna grać, jednocześnie idąc w moją stronę. Czuję, jak rumieniec wkrada się na moje policzki. 

Could I wake up next to you 

When we're hitting double figures 
Look into your eyes 
Like I'm looking into double mirrors 
Could you make it any clearer 
Everything's such a blur 
It's not my turn 
It's hers to get hurt 
On a late night 
Coming home from way too many train rides 
Lace not as red as my face 
I'm home at the same time 
Highbury estate's fine 
Smoking like a dragon, but don't chase lines 

Chłopak śpiewał tak dobre trzy minuty, stojąc naprzeciw mnie. Wokół nas zdążył zebrać się spory tłum ludzi. Nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu. Ed oddał gitarę muzykowi, ukłonił się lekko w stronę tłumu i ponownie usiadł obok mnie.
-Byłeś świetny. Za parę miesięcy będziesz gwiazdą, obiecuję Ci to!
-Szczerze mówiąc to napisałem tą piosenkę już jakiś czas temu.. Ona nie znajdzie się na płycie. Carmen, na co masz teraz ochotę?
-Może polecasz jakiś pub? - zapytałam unosząc brwi
-Och, puby to moja specjalność. Daj mi pomyśleć..




Rozdział nie jest tak długi, jak bym sobie życzyła, ale chciałam jak najszybciej coś dodać.  Początkowo miałam w planach skończyć to później, lecz nie miałam czasu. Kolejny rozdział powinien pojawić się jutro. 






Prolog


-Stary, co za towar. Skąd Ty to wytrzasnąłeś? - zapytała zachwycona Sophie przekazując skręta Carmen
-Wystarczy kilka numerów i gruby portfel - roześmiał się Olivier. Carmen spojrzała na dwie najważniejsze dla niej osoby. Jej życie było perfekcyjne, miała dom, kochających rodziców, przyjaciół, została także twarzą wiosennej kolekcji Topshopu. Do Londynu nareszcie zawitała wiosna. Greth położyła się na trawie pozwalając by pierwsze promienie słońca otuliły jej twarz. Zmrużyła oczy, ciesząc się chwilą. Po chwili na swojej dłoni poczuła lekkie muśnięcie. Otworzyła oczy. Obok niej leżał  Olivier. Chłopak odgarnął włosy z jej policzków i pocałował ją. Jego spojrzenie zdawało się mówić Kocham  Cię, Carmen

Zakochani leżeli tak wpatrzeni w siebie. Ciszę przerwał głos Sophie
-Oho, kogo ja tu widzę. Dwóch naczelnych rudzielców Londynu


Olivier w mgnieniu oka poderwał się z ziemi. Greth przewróciła oczami również usiadła. Jej oczom ukazał się Ed i Rupert, których bardzo często spotykała
na imprezach. Sheeran uśmiechnął się do niej i pomachał. Carmen odwzajemniła uśmiech, natomiast jej chłopak zareagował zupełnie inaczej.
-Co ten dupek sobie myśli?! Udaje, że mnie nie ma. Ja mu pokażę - powiedział wzburzony Olivier i nim Carmen zdążyła się odezwać, szedł już w stronę rudowłosych. Podszedł do Sheerana i przycisnął go do drzewa - To moja dziewczyna. Rozumiesz? Moja. Spojrzyj na nią jeszcze raz, a Twoja matka Cię nie pozna. Jeszcze raz.
-O co Ci chodzi? To już nie można pomachać koleżance na powitanie? - zapytał Ed

-Doskonale wiesz o co chodzi, Sheeran - wysyczał Olivier. W tym czasie Carmen zdążyła podejść do drzewa. Rozdzieliła chłopaków.
-Kochanie, daj spokój. On nic nie zrobił - jęknęła
-Czy ty nie widzisz jak on na Ciebie patrzy? - zapytał rozzłoszczony Moore
-Odpuść sobie. Wracaj do Sophie, ja porozmawiam z Edem. - Olivier, zrezygnowany, posłał mordercze spojrzenie rudowłosym i oddalił się. Greth przeniosła wzrok na Ruperta, potem na Sheerana.
-Carmen, to ty powinnaś sobie go odpuścić.. Jesteś dla niego tylko dodatkiem do stroju. Byłby nikim bez kasy - powiedział Grint - Nie mów, że tego nie zauważasz
-Nie, nie zauważam. Kocham go a on to odwzajemnia. Doskonale wiecie, że nie przepada za wami. Na cholerę podpadacie mu jeszcze bardziej? 
-Greth, spójrz na siebie. Jesteś idealna. Mogłabyś być z każdym, a wybrałaś właśnie go? Tego bogatego dupka, który ma wszystko a nie zależy mu na niczym? Pomyśl. Zasługujesz na kogoś lepszego - odezwał się Sheeran, patrząc dziewczynie prosto w oczy. Carmen pokręciła głową i odwróciła się napięcie. Ruszyła w stronę swoich przyjaciół. Olivier przypatrywał się całej rozmowie.
-Ed, jesteś moim przyjacielem, ale nie wiem czy masz u niej jakiekolwiek szansę. Ten dupek ją zaślepił, Carmen nie dostrzega jego kłamstw. 
-Rupert, uda mi się. Będzie trudno, ale uda mi się. Jest cudowna, to pierwsza taka dziewczyna jaką tu spotkałem. Muszę jej pomóc. Nie robię tego tylko dla siebie, ale wiem, że jeśli jej związek z Moore'm będzie trwał dłużej, prawdziwa Carmen zginie. Muszę jej pomóc.