niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział VI


Ed Sheeran

-Carmen? - jedynie to zdołałem z siebie wydusić
-Witaj Ed - dziewczyna uśmiechnęła się promiennie
-Co Ty tu robisz?
-Realizuję plan Ruperta. Właściwie to po części też mój plan
-Zabiję go - jęknąłem - nie mam pojęcia co on Ci nagadał, ale naprawdę nie musiałaś się aż tu fatygować..
-Cii, daj spokój - Greth położyła mi palec na ustach - gdybym nie chciała, to bym tu nie przyszła. Tęskniłam za Tobą.
Moje serce zadrżało. Ona.. tęskniła. Carmen Greth za mną tęskniła. Za mną, biednym chłopakiem z Suffolk. Tęskniła.
-Więc.. jak poszło nagranie? Mam nadzieję, że usłyszę Cię w radio za kilka miesięcy
-Nic nie obiecuję - roześmiałem się - ale dałem z siebie wszystko, jutro nagrywamy dalej.
-Kiedy planujesz wydać płytę?
-Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to na początku września.
-Nie martw się, będzie idealnie. Chodź, przejdziemy się i wszystko mi opowiesz - blondynka złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę windy, a potem wyjścia z budynku.
Ruszyliśmy kolejką DLR w stronę Greenwich. W czasie drogi rozmawialiśmy naprawdę o wszystkim, od bzdur po bardzo poważne tematy. Wysiedliśmy na Cutty Sark, co zupełnie mnie zdezorientowało.
-Carmen, co my tu właściwie robimy?
-Widzisz, Londyn ma pewnie miejsca o których tylko prawdziwi mieszkańcy wiedzą - zaśmiała się 
-O Gelupo nie wiedziałaś...
-Ale to - zmieszała się - mniej ważne miejsce. To co Ci pokaże jest piękne i przede wszystkim nie ma związku z jedzeniem!
-To akurat szkoda 
Greth przewróciła wymownie oczami i ponownie wplotła swoją dłoń w moją i pociągnęła mnię w górę ulicy. Pasowaliśmy do siebie idealnie. Rozmowa przychodziła nam z łatwością, tematy się nie kończyły, oboje doskonale czuliśmy się w swoim towarzystwie. Po krótkim spacerze znaleźliśmy się na Greenwich Pier, skąd rozchodził się przepiękny widok na całe Canary Wharf
-I jak? Byłeś tu kiedyś? - Carmen lekko przytuliła się do mnie
-Nie było okazji. Ale jest pięknie - spojrzałem w jej oczy - Cudownie.
Bo w rzeczywistości tak było. Dawno nie było mi tak dobrze jak teraz.


Carmen Greth

Od naszego pamiętnego spotkania w Green Park minęły już trzy tygodnie. Nigdy nie spodziewałam się, że tak krótki okres czasu może tyle zmienić. Między mną a Edem wytworzyła się niezwykła nić przyjaźni. Byliśmy niemal nierozłączni, co denerwowała zarówno Oliviera, jak i Sophie. Tylko Rupert zdawał się nas popierać. Sheeran stawał mi się coraz bliższy, był pierwszą osobą, do której zwracał się z każdym smutkiem, z każdym problemem. Lindberg miała mi to za złe, czuła się odstawiona na drugi tor, nie mogła się  z tym pogodzić. Nie mówiła mi o tym wprost, ale doskonale to czułam. Oli natomiast otwarcie wyrażał swoją niechęć do Eda. Czułam się rozdarta pomiędzy dwoma światami, z których każdy był dla mnie niesamowicie ważny. Uszczęśliwiając jeden, raniłam drugi. Byłam zagubiona, a także opuszczona przez najbliższą mi osobę, będąca dla mnie jak siostra. Ed był świetny, ale nic nie mogło mi zastąpić Sophie. A z drugiej strony, Sheeran znał mnie doskonale, wydawał się czytać w moich myślach i odczuwać to co czuję. Powoli traciłam siłę na godzenie ze sobą moich dwóch światów.
Zaspanym krokiem wyszłam z pokoju i powoli wlokłam się po schodach. Mniej więcej w połowie drogi przystanęłam, uważnie nasłuchując. Dźwięk samochodu wjeżdżającego na podjazd, głośne rozmowy, śmiech a po chwili odgłos przekręcanego w zamku klucz. Potrząsnęłam głową i zbiegłam po pozostałych schodkach. Gwałtownie stanęłam, zszokowana patrząc się na osoby stojąca na progu.
-Mama? - szepnęłam - Tata?
-Carmen? - rodzice powiedzieli razem i zaśmieli się 
-Co wy tu robicie?
-Jason, popatrz jak wychowaliśmy córkę. Nawet się nie przywita!  - matka spojrzała z uśmiechem na ojca
Tata tylko uśmiechnął się i spojrzał na mnie
-Zostawiliśmy Ci wiadomość na sekretarce, że konferencja skończyła się szybciej niż się tego spodziewaliśmy i  że wrócimy wcześniej - rozejrzał się - czemu Cię to martwi? Nie zdążyłaś posprzątać po szalonej imprezie czy ukrywasz jakiegoś chłopaka w szafie?
-Nic z tych rzeczy, po prostu zdziwiliście mnie. I lekko przestraszyliście
-W porządku. Idź się ubrać a my w tym czasie rozpakujemy się. Będziemy czekać na Ciebie w jadalni - tata  uśmiechnął się i wraz z mamą ruszył w stronę samochodu.
Zdezorientowana odwróciłam się i przeskakując kilka schodków na raz znów znalazłam się w moim pokoju. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i podeszłam do drzwi garderoby. Coś jest nie tak. Rodzice tacy uśmiechnięci, radośni. Coś mi tu nie gra. Wyczuwam kolejne kłopoty. Jęknęłam cicho. Jeszcze tego mi tu potrzeba. 
Po długim namyśle dobrałam ubrania i uczesałam włosy. Mama była perfekcjonistką, prędzej by mnie zabiła niż pozwoliła usiąść do śniadania w tshircie. Jeszcze raz spojrzałam na swoje odbicie w lustrze toaletki, po czym wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. Przystanęłam na chwilę przy balustradzie schodów, wsłuchując się w głosy rodziców. "Nic jej na razie nie mów. Poczekajmy. Będzie zaskoczona, może wtedy nasz plan osiągnie lepsze rezultaty" "Może masz rację. Mam nadzieję, że przemówi jej do rozumu". Zupełnie zdezorientowana zeszłam do jadalni, gdzie zastałam uśmiechających się do mnie rodziców. Na stole stały naleśniki a przy moim 'miejscu' stała filiżanka kawy. Postanowiłam nie wspominać o rozmowie i nie ładować się przedwcześnie w żadne kłopoty. Bo kłopotów trzeba unikać.
Po śniadaniu w głowie miałam jeszcze więcej znaków zapytania niż zazwyczaj. Rodzice zachowywali się jakby dali mi szczęśliwe dzieciństwo wypełnione kochającą rodziną. Spędziliśmy popoludnie razem, wieczorem zaproponowali mi spacer, jednak odmówiłam wykręcając się spotkaniem z Olivierem. Właściwie była to do połowy prawda. Naprawdę byłam umówiona, tyle że z Edem. Nie wiedziałam jednak, jak zareagują na wieść, że ich córka, ich oczko w głowie przyjaźni się ze "zwykłym chłopakiem", na dodatek spoza Londynu. Krótko po obiedzie wyrwałam się z domu.  Metrem ruszyłam w stronę Camden, skąd szybkim krokiem udałam się do Regent's Park, które było glównym miejscem spotkać moich i Eda. W Londynie na dobre zawitała wiosna, park był pełen ludzi, zarówno tubylców jak i turystów. W całym tym tłumie usilnie próbowałam odszukać Eda. W końcu ruda czupryna pojawiła się, tuż przy Boating Lake. Rzuciłam się chłopakowi w ramiona, a on odwzajemnił uśmiech
-Przepraszam, że musiałeś tyle czekać. Nie uwierzysz, rodzice przyjechali. Dziś.
-Nie przepraszaj, zdążyłem przez ten czas kupić nam jedzenie - wskazał na swój plecak
-Zamierzasz urządzić jakiś piknik?
-Być może. A teraz opowiadaj, co Twoi starzy robią w domu, mówiłaś że powinni być dopiero we wtorek
-Bo tak zapowiadali. Rano pojawili się zupełnie niespodziewanie, nadzwyczajnie szczęśliwi i rozmowni. Przypadkowo usłyszałam ich rozmowę
-Jasne, przypadkowo - Ed roześmiał się
-No tak! W każdym razie, mają jakiś plan. Ktoś ma "przemówic mi do rozumu". Nie wiem o co chodzi, ale już się boję.
-Carmen, przesadzasz. To Twoi rodzice, może wreszcie uświadomili sobie, że Cię zaniedbywali. 
-Och, chciałabym żeby tak było. Ale raczej to złudne nadzieje
-Nie przejmuj się tym teraz. Złapał mnie za rękę. Chodź, mam coś dla Ciebie. - Przeskoczył przez ogrodzenie obok jeziora
-Ed, nie mogleś wybrać tej 'legalnej' części? Myślę, że dla nas dwojga znalazłoby się tam miejsce
-Greth, ja chcę być tylko z Tobą, a nie z innymi, obcymi mi osobami. Chodź - pomógł mi przejść przez płot po czym ruszył w stronę brzegu. Przy drzewie zobaczyłam koc, nakryty jedzeniem oraz napojami. Wokół paliły się świeczki, a o pień drzewa oparta była gitara. Spojrzałam na rudowłosego pytająco.
-Podoba Ci się? - spytał nieśmiało
-Żartujesz sobie? To jest cudowne
-To zupełnie tak jak Ty! - Ed przytulił mnie i posadził na kocu - Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę - wziął do ręki gitarę i uśmiechnął się promiennie

I'll wake with coffee in the morning 
But she prefers two lumps of sugar and tea 
Outside the day is up and calling 
But I don't have to be so, please go back to sleep 
Stay with me forever 
Or you could stay with me for now 
(...)
'Cause I love the way you wake me up 
For goodness sake will my love not be enough? 


Sheeran odłożył gitarę, podszedł do mnie i szepnął "Kocham Cię, Carmen Greth" po czym złożył na mych ustach czuły pocałunek.



10 komentarzy:

  1. Cały rozdział świetny ale końcówka najlepsza *.*
    Uwielbiam takie momenty <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mrrr! Lego ma rację, takie momenty są super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaw! Robi się ciekawie, czekam na następny!! <3
    @Horanoholik =D

    OdpowiedzUsuń
  4. Następny, proooszę :)) Sarkastyczna xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się pisać, lecz ostatnio cierpię na brak wolnego czasu. Postaram się dodać coś jeszcze w tym tygodniu. obiecuje, że od maja posty będą dodawane już systematycznie! (:
      xxx

      Usuń
  5. Co z następnymi rozdziałami? Ja czekam! + u mnie w końcu pojawiła się nowa notka, więc zapraszam do siebie (: xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do Liebster Awards :))
    Informacje na moim blogu:
    http://iambuildingalegohousewithed.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Czekam i czekam i nie mogę sie doczekać kolejnego rozdziału!
    Ten rozdział mi sie naprawdę podoba, ale ja chcę kolejny! :-)
    Weny. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. 50 year old Programmer III Perry Girdwood, hailing from Swift Current enjoys watching movies like "Dudesons Movie, The" and Taekwondo. Took a trip to Timbuktu and drives a Sierra 3500. klikajac tutaj

    OdpowiedzUsuń