Ed Sheeran
Obudziłem się na podłodze, z koszmarnym bólem głowy i uczuciem suchości w gardle. Rozejrzałem się po pokoju i ujrzałem siedzącego na kanapie Ruperta, który patrzył na mnie z uśmiechem. Odruchowo odszukałem telefon i z nadzieję zerknąłem na ekran. Nadal nic, zero wiadomości czy połączeń od Carmen.
-Jeśli zamierzasz dalej tak zapijać się po stracie Carmen, Twoja wątroba długo nie pociągnie. A co gorsza, zbankrutujesz - roześmiał się Grint
Ignorując go udałem się do kuchni po szklankę wody. Przy okazji przemyłem twarz kilkoma chlapnięciami wody z kranu i odzyskałem jako taką trzeźwość umysłu. Spojrzałem na zegarek. Dwunasta.
-Jak wróciliśmy do domu?
-Metrem, a na co liczyłeś. Ann pomogła mi Cię tu doprowadzić, sam nie dałbym rady. Nie pamiętasz? Właściwie, po co ja pytam... Jasne, że nie pamiętasz. Niestety, muszę Ci przypomnieć o jednej rzeczy
-Niby jakiej? - zapytałem z nadzieją. Może coś związanego z Carmen, oby.
-Dzisiejsze nagranie, Sheeran! Lepiej się ogarnij i rozśpiewaj, drugiej takiej szansy nie będziesz miał
O mój boże. Na śmierć zapomniałem. Najszybciej jak mogłem ubrałem się i doprowadziłem do ładu. Nawet włosy wyglądały w miarę przyzwoicie. W pośpiechu wypiłem kawę i zjadłem "śniadanie", o ile można tak nazwać zimny kawałek pizzy z poprzedniego dnia. Poczułem na sobie spojrzenie Ruperta
-Mam Cię podwieźć?
-Nie, daj spokój, złapię metro. Lepiej zajmij się szkołą
-I kto to mówi? - Rupert pokiwał głową
-Ed Sheeran, przyszła światowa gwiazda! - zawołałem, złapałem swoja gitarę i wyszedłem z mieszkania. Przeskakując kilka schodków na raz wypadłem na zalaną słońcem ulicę i ruszyłem w stronę stacji. Metro było wyjątkowo tłoczne, jak na tą godzinę. Wyjąłem z plecaka tabletki przeciwbólowe i połknąłem od razu dwie, byleby tylko pozbyć się tego uczucia mającej zaraz eksplodować głowy. Wpatrywałem się w ciemność za szklaną szybą a moje myśli jak zwykle wędrowały ku Carmen. Ogarnij się, Sheeran. Wybrała Oliviera, nic nie poradzisz, zajmij się swoim życiem, swoją przyszłością. Muzyka to jest to, to coś co kocham, co nigdy mnie nie zawiedzie. Ale z drugiej strony Carmen.. Moje przemyślenie przerwał głośny pisk zatrzymującego się metra. Wyskoczyłem z wagonu i ruszyłem w stronę schodów, by wydostać się na powierzchnie. Krótki spacer na świeżym powietrzu i znalazłem się tuż przed drzwiami wytwórni. Wziąłem jeszcze jeden głęboki oddech i nacisnąłem klamkę.
Znalazłem się w jasnym, nowocześnie urządzonym pomieszczeniu. Pokój wyglądał jak kantory, z tym że na ścianach w miejscu obecnych kursów wisiały płyty, nagrody, zdjęcia i inne rzeczy związane z sukcesem Atlantic Records. Rozejrzałem się i zauważyłem recepcjonistkę za wysoką ladą.
-Dzień dobry, jestem Ed Sheeran, byłem dziś umówiony na nagranie..
-Och tak, pamiętam - brunetka uśmiechnęła się - zostaw tu kurtkę i udaj się na II piętro, gdy wyjdziesz z windy to prosto i do samego końca korytarza. Drzwi po prawej, numer 28.
-Dziękuje za pomoc
-Nie ma za co. Życzę szczęścia - dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i wróciła do swoich spraw
Ruszyłem w stronę windy i nacisnąłem guzik z numerem "2". Wpatrywałem się we własne odbicie w lustrze i po chwili zaczęło towarzyszyć mi to dziwne uczucie w brzuchu, lekko pobladłem. Za chwilę wejdę do pomieszczenia, które miało niejako przesądzić o moim życiu. Niewyobrażalnie bardzo chciałem coś osiągnąć, chciałem zarabiać na życie poprzez robienie tego co kocham, poprzez muzykę. Nagle z głośnika tuż nad moją głową wydobył się dźwięk; kobiecy głos zawiadamiający mnie, iż znajduję się na drugim piętrze. Westchnąłem i wyszedłem z windy na długi, przestronny korytarz. Prosto i w prawo. Wdech i wydech. Ruszyłem przed siebie zatrzymując się przy szarych drzwiach z cyfrą 28 po środku. Nie zdążyłem wyciągnąć reki by zapukać, gdy drzwi gwałtownie otworzyły się i powitał mnie mężczyzna w średnim wieku, z długimi włosami i lekkim zarostem.
-Ed, prawda? - wyciągnął rękę - jestem Rick Wright i dzisiaj to ja będę nadzorował Twoje nagranie
-Tak, Ed Sheeran. Miło pana poznać - odpowiedziałem nieśmiało
-Więcej odwagi, chłopcze! Uczynimy z Ciebie gwiazdę zobaczysz. Tylko popisz się dzisiaj.
Carmen Greth
Dźwięk telefonu. Gwałtownie otworzyłam oczy i spojrzałam na zegarek. Dochodziła czwarta. Ziewnęłam i wyskoczyłam z łóżka, chwytając telefon i nie patrząc na numer przyłożyłam urządzenie do ucha.
-Carmen, musimy porozmawiać, teraz - usłyszałam głos Ruperta
-Grint, wiesz która jest godzina?
-Trzecia czterdzieści osiem, Co do minuty - zaśmiał się. Jęknełam mimowolnie i wyszłam z pokoju, nie chcąc obudzić Oliviera
-Więc może łaskawie powiesz mi co jest takie ważne, by nękać ludzi w środku nocy - wysyczałam do słuchawki
-Greth, spokojnie. Ja... Chodzi mi o Eda. On tęskni za Tobą. Obiecałaś, że się odezwiesz
-To tylko trzy dni..
-Ja wiem. Ale wytłumacz to jemu. Mu naprawdę na Tobie zależy, czy Ty tego nie widzisz? Poza tym, ma dziś nagranie, na pewno chciałby mieć Twoje wsparcie w takim dniu
-Może masz rację. Ja po prostu chciałam odzyskać relacje z Olim, to wszystko. To nie tak, że zapomnialam o Edzie. Przeproś go ode mnie. Odezwę się do niego choćby dziś, ale może lepiej rano?
-Szczerze mówiąc to myślałem, że zrobimy to inaczej..
Rupert objaśnił mi szczegóły naszego "planu" i rozłączył się. Ja po raz kolejny ziewnęłam, przeciągnęłam się i wróciłam od mojej sypialni. Ujrzałam siedzącego na łóżku Moore'a.
-Kto dzwonił? - zapytał z twarzą niezdradzającą żadnych emocji
-Rupert. Tylko Rupert - odpowiedziałam i schowałam się pod kołdrą zamykając oczy. Wiedziałam, że Olivier nadal nie był przekonany co do mojej relacji z chłopakami, ale nic nie powiedział. Ucieszyło mnie to - Dobranoc - szepnęłam i wtuliłam się w niego
Obudziłam się w pustym łóżku. Wskazówki zegara pokazywały godzinę jedenastą, lecz zignorowałam to i przeleżałam kolejną godzinę. To naprawdę nie było tak, że chciałam go zranić. Nie chciałam rozczarować Oliego, pragnęłam ratować nasz związek. To tylko to, Sheeran nadal ma miejsce w moim sercu. Z resztą, rudowłosy przesadzał. To były tylko trzy dni. Owszem, mogłam zadzwonić czy chociażby wysłać smsa, ale bez przesady - nie róbmy z tego wielkiej afery. Moje myśli biły się ze sobą nawzajem. Gdy w końcu zwlekłam się z łóżka dobiegało wpół do pierwszej. Uznałam, iż to dobry czas na zjedzenie śniadania. Usmażyłam sobie omlet i obficie polałam go syropem klonowym. Po śniadaniu wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i znów położyłam do łóżka. Sprawdziłam swój telefon, odebrałam wiadomość od Oliviera z przeprosinami za wyjście bez pożegnania. Wiadomość z lekka zasmuciła mnie, wyglądało na to że szukał wymówki by nie rozmawiać ze mną o mojej nocnej rozmowie. Rozejrzałam się wokoło i nie znajdując nic lepszego do roboty włączyłam telewizor i nadrobiłam zaległości w serialach. Myśli nadal jednak krążyły wokół Sheerana i Moore'a, nie pozwalając mi się skupić. Stwierdziłam, że takie siedzenie nie ma sensu, złapałam więc kurtkę i wybiegłam na ulicę. Ruszyłam w stronę Portobello, do którego od dzieciństwa miałam sentyment. Idąc tak wzdłuż kolorowych budynków poczułam się znowu jak mała dziewczynka, zafascynowana ogromem i różnorodnością miasta. Z Portobello wkroczyłam na teren Kensington Gardens i przysiadłam nad Round Pond. Wciąż miałam trochę czasu, wstąpiłam wiec do Starbucksa i zamówiłam moją ulubiona cynamonową Dolce latte z dodatkowym karmelem i syropem o smaku czekoladowej mocha w rozmiarze venti. Szczęśliwa szłam przez nieco wietrzny, ale wciąż słoneczny Londyn z kubkiem kawy w dłoni. Postanowiłam przejść cały dystans na pieszo, było to niedaleko a spacer dobrze mi zrobi. W końcu stanęłam przed dużą, ceglana kamienicą i pewnie weszłam do środka. Nawet się nie rozglądając podeszłam do dużej tablicy i odnalazłam poszukiwane piętro. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę windy i nacisnęłam właściwy guzik. Winda ruszyła a ja gorączkowo myślałam, co powiedzieć. Winda zatrzymała się, wysiadłam, wzięłam głęboki wdech i podeszłam do drzwi na końcu korytarza. Nagle usłyszałam dźwięk naciskanej klamki i po chwili przed sobą ujrzałam rudą czuprynę i piękne, niebieskie oczy.
Przepraszam, że tak krótko, że długo musieliście czekać, że rozdział za dużo nie wnosi. Przepraszam. Szkoła to może nie za dobra wymówka, ale tylko to mogę powiedzieć. Przepraszam jeszcze raz, postanawiam poprawę. xxx


Sheeran na tym gifie jest taki MRAU. A co do rozdziału, przyjemnie się czytało i czekam na kontynuację.
OdpowiedzUsuńPlus, jeżeli Cię to zainteresuję, u mnie także pojawił się nowy rozdział xx
on jest zawsze, ale to ZAWSZE, mrrauuu.
UsuńOczywiście, że zainteresowało, już idę czytać!
xxx
kocham Ed'a xd
OdpowiedzUsuńrozdział bardzo fajny :))
Właśnie przeczytałam wszystkie wpisy i muszę powiedzieć, że świetnie wychodzą Ci opisy i jesteś bardzo dobrym narratorem. Przyjemnie i lekko się czyta. Oby tak dalej! :D Pozdrawiam, Sarkastyczna xx
OdpowiedzUsuńdziękuje za miłe słowa + dobrze widzieć nowego czytelnika!
Usuńxxx