Ed Sheeran
-Greth, spokojnie, może zwolnij trochę z tą tequillą! - zawołałem jednocześnie śmiejąc się do siedzącej naprzeciwko Carmen.-Żartujesz? Tequilli nigdy nie za wiele! - dziewczyna spojrzała na mnie - chyba, że masz ochotę na coś innego?
-Co proponujesz?
Carmen teatralnie uniosła dłoń i skinęła głową na barmana
-Dwa razy Long Island - puściła mi oko. Miała dobry gust. Zarówno w muzyce, modzie jaki i alkoholu. Mijały godziny, my wlewaliśmy w siebie alkohol litrami. W pewnej chwili Carmen poderwała się z miejsca i weszła na stolik. Zdziwiony patrzyłem na nią, nie mając pojęcia co się dzieje. Była taka piękna. Idealna. Dziewczyna powoli zaczęła poruszać się w rytm muzyki. Uniosła ręce do góry i delikatnie kołysała biodrami. Jej oczy były zamknięte a usta lekko uchylone. Po chwili rozejrzałem się wokół siebie. Oczy większości ludzi w pubie były zwrócone w naszą stronę. W naszą stronę ruszyło kilku "podejrzanych typów", więc postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Wstałem i złapałem Carmen za rękę.
-Koniec i imprezy, skarbie. Idziemy. - dziewczyna spojrzała na mnie nieprzytomnym wzrokiem i spadła ze stołu prosto w me ramiona. Po wielu próbach wreszcie udało się nam wyjść z klubu. "Co teraz?" pomyślałem. Po krótkim namyśle wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer Ruperta. "Stary, potrzebuję Cię. Jestem na Soho, Brewer Street. Przyjedź najszybciej jak się da" rozłączyłem się, nie dając przyjacielowi dojść do słowa. Spojrzałem na Carmen siedząca na krawężniku i wpatrującą się w gwiazdy.
-Cóż, nie wiedziałem, że bogate dzieciaki też umieją się bawić - powiedziałem siadając koło niej
Odpowiedziała mi uśmiechem po czym położyła głowę na moim ramieniu i zaczęła cicho nucić "Homeless". Była niesamowita. Siedzieliśmy tak dobre parę minut, sami na oświetlonej jedynie blaskiem gwiazd i światłem latarni ulicy. Słyszałem jej słodki głos i czułem jej głowę na ramieniu, mógłbym tak spędzić wieczność. Mój istny raj na ziemi przerwał dźwięk silnika i światło reflektorów samochodu. Pojazd zatrzymał się tuż przed nami, drzwi się otworzyły i pokazał się Rupert.
-Ed! Co się stało?!
-Cóż, wypiliśmy trochę, Greth nie dałaby rady dojść na metro
-Chryste, Sheeran, spędziłeś cały dzień z Carmen i nic się nie chwaliłeś? - Rupert ukucnął naprzeciwko nas - chyba naprawdę dużo wypiła..
Carmen otworzyła oczy i uśmiechnęła się szeroko
-Witaj Ru..Ro..Robert?
-Tak. Zdecydowanie dużo. Zabierzmy ją da samochodu, na dworze jest dość chłodno, jeszcze się nam księżniczka zaziębi!
Wspólnymi siłami doprowadziliśmy Carmen do samochodu. Teraz zajmowała jedno z tylnych siedzeń, twarzą zwrócona do okna. Na wszelki wypadek usiadłem obok niej, Rupert zajął fotel kierowcy. Grint odwrócił się
-Co teraz? Odwozimy ją na Notting Hill?
-I co zamierzasz zrobić, zostawić ją na progu domu? Bierzemy ją do nas.
-Jeśli jej rodzice zadzwonią rano do Moore'a, żeby dowiedzieć się gdzie jest ich córka, mamy przejebane
-Wiem o tym. Ale nie zostawię jej samej na ulicy w ciemną noc. Nie w tym stanie. Musimy ją wziąć do nas - powiedziałem stanowczo
Rupert pokręcił głową i odpalił silnik. Po kilku minutach drogi w milczeniu znaleźliśmy się w naszym mieszkaniu w Camden. Zdjąłem buty ze stóp Carmen i ułożyłem ją na łóżku. Przykryłem ją kocem i po cichu wyszedłem z pokoju, gasząc światło i zamykając dokładnie drzwi.
-Ed, jeśli Moore się dowie, to możemy już pożegnać się z Londynem. On nas zniszczy. Wiesz o tym
-Nie ma ŻADNEGO powodu by się na nas mścić. Po prostu spędziłem dzień z Carmen, do niczego nie doszło, do niczego jej nie zmuszałem. Gdyby nie chciała się ze mną spotkać to by tego nie zrobiła - proste.
-Naprawdę do niczego nie doszło?
-Nie. Byliśmy w Green Parku, potem pojechaliśmy na lody i do pubu. To wszystko. Jej głowa na moim ramieniu to był nasz najbliższy kontakt. A Ty co robiłeś cały dzień?
-Och, miałem dodatkowe zajęcia w teatrze. Straszne nudy, no i jestem wykończony - Rupert ziewnął - Kładłem się spać gdy zadzwoniłeś
-Więc nie będę Cię dłużej przetrzymywać, idź spać - położyłem się na sofie
-Zamierzasz spać tu?
-Moje łóżko zajmuje Carmen, nie będę jej przeszkadzać
Carmen Greth
Obudziły mnie promienie słońca i cholerny ból głowy. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się po pokoju. Nie wiedziałam gdzie jestem, z ostatniego wieczora pamiętałam tylko uśmiech Eda. Właśnie, Sheeran. Usiadłam na łóżku, przeciągnęłam się i jeszcze raz spojrzałam na otoczenie. Pokój nie należał do najczystszych, na podłodze leżały puste pudełka po pizzy, pod oknem dwie gitary a ściany oblepione były kartkami. Podeszłam do jednej z nich i zmrużyłam zaspane oczy. To były teksty piosenek, wraz z nutami. Teraz byłam pewna na 100%, że jest to pokój Eda. Przeczesałam włosy palcami i wyszłam z pokoju. Na środku pokoju stała sofa, na której słodko spał Sheeran. Usiadłam na podłodze przy kanapie, wahając się czy nie obudzić chłopaka. Po zauważyłam jeszcze jedne drzwi, podniosłam się z ziemi i ruszyłam w ich stronę. Uchyliłam je lekko i zobaczyłam kolejną rudą czuprynę wystającą zza kołdry. A więc jest tu też Rupert. Poczułam niemiły ucisk w brzuchu i ruszyłam w stronę kuchni. Otworzyłam lodówkę i szybko przejrzałam jej zawartość. Tak jak się spodziewałam, nie znalazłam nic ani zdrowego, ani pożywnego. Westchnęłam i wyjęłam z kieszeni spodenek telefon. Wybrałam numer do pierwszego lepszego baru śniadaniowego w Camden i zamówiłam tosty francuskie. Gdy głos w słuchawce spytał się o adres, zaniemówiłam. Wyjrzałam za okno, lecz nie miałam pojęcia gdzie jestem. Gorączkowo zaczęłam rozglądać się po kuchni, wreszcie zauważając przyczepione do lodówki listy. Znajdował się na nich również adres. Odetchnęłam z ulgą, podałam numer domu sprzedawcy i rozłączyłam się. Wstawiłam wodę w czajniku i zaczęłam przeszukiwać szafki w poszukiwaniu jakiejkolwiek herbaty. Gdy wreszcie znalazłam pudełko czarnej herbaty liptona, niespodziewanie usłyszałam za sobą głos
-Carmen.
Podskoczyłam i obejrzałam się za siebie
-Rupert, chryste, ależ mnie przestraszyłeś. Cześć! - uśmiechnęłam się nieśmiało i uniosłam dłoń w geście powitania - ja.. Ja po prostu się obudziłam, więc pomyślałam, że przygotuję wam śniadanie i szukałam herbaty i... Może słodzisz? - uśmiechnęłam się z zakłopotaniem
-Iście brytyjskie maniery, Greth. Daj spokój, możesz grzebać sobie po tych szafkach ile chcesz, nie wiem tylko jak z tym śniadaniem.. Nasza lodówka świeci raczej pustkami - roześmiał się zalewając wodą herbatę
-Nie martw się, już zamówiłam nam tosty. Powinny być lada chwila!
Zapadła między nami niezręczna cisza, którą przerwało głośne skrzypnięcie kanapy. Z Rupertem niemal jednocześnie odwróciliśmy głowę w stronę źródła dźwięku. Ed siedział na kanapie, ziewając. Zauważając nasze wzroki wpatrzone w jego sylwetkę, przekręcił lekko głowę i spytał
-O co chodzi?
-O nic! - zawołałam uśmiechnięta. Podbiegłam do niego i dałam mu buziaka w policzek - Dzień dobry!
-Teraz już na pewno będzie dobry - obdarzył mnie swoim najlepszym uśmiechem - mogę wiedzieć, za co? - dotknął palcem miejsca pocałunku
-No za to, że nie zostawiłeś mnie samej na Soho i przywiozłeś mnie tutaj. I że pozwoliłeś mi spać w swoim łóżku. Było bardzo wygodne, szczerze mówiąc
-Przepraszam za bałagan - podrapał się lekko po włosach - a za podwiezienie nas tu podziękuj Rupertowi. Gdyby nie on spędzilibyśmy pół nocy na ulicy
Odwróciłam się w stronę Ruperta i podziękowałam mu. Po chwili rozbrzmiał się dzwonek.
-Och, to pewnie śniadanie - podeszłam do drzwi, otworzyłam je i odebrałam nasze śniadanie. Odwróciłam się do chłopaków - mogę was prosić o przygotowanie talerzy?
Chłopcy ruszyli do kuchni i po chwili siedzieliśmy razem przy stole, zajadając się naszymi grzankami i non stop się śmiejąc.
-Muszę już się zbierać - powiedziałam w końcu
-Jasne, odprowadzę Cię na metro - zawołał szybko Ed wstając i odsuwając moje krzesło
Pożegnałam się z Rupertem i po kilku minutach wraz z Sheeranem jechaliśmy już metrem. Chłopak postanowił odprowadzić mnie pod sam dom. To niewyobrażalne, jak 24h potrafią zbliżyć do siebie ludzi. Może nie mogłam jeszcze nazwać Eda przyjacielem, ale na pewno był dla mnie kimś ważnym. Szliśmy tak rozmawiając, śmiejąc się i wygłupiając. Wkroczyliśmy właśnie na moją ulicę, gdy za plecami usłyszałam krzyk
-Hej, Sheeran!
Kątem oka zobaczyłam jak Ed osuwa się na kolana jednocześnie trzymając się za głowę.


Czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńZapraszam
http://sheerandowo.blogspot.com/
coraz bardziej wkręcam się w Twoje opowiadanie, tylko i tutaj coś musi stać się Ed'owi? ;)
OdpowiedzUsuńteż dodałam nowy rozdział na http://no-matter-our-feeling.blogspot.com/
Nie zamierzam go krzywdzić, potrzebowałam po prostu małego incydentu dla dalszego rozwoju zdarzeń (: Nic się nie martw, Ed będzie cały i zdrowy
Usuńxxx
Uwielbiam tego bloga <3
OdpowiedzUsuńKażdy rozdział wciąga mnie co raz bardziej. Zapraszam do siebie :)